Tak, tak! One podbijają życie, one podbijają internet.
Gdzie się nie obejrzysz jakiś bluszcz truje czyjeś serce i rad tysiące jak się chronić, jak uciec, jak przebić, zwyciężyć, nie ulec!
A my! Ha! My wszystko wiemy. Mamy wiedzę milionów (dzięki Google).
I widzimy też jak nasza autorka marzy wieczorami:
– o pocałunku w czoło, co daje nadzieję,
– o żelkach Haribo w kształcie słoneczników,
– o muzyce co rozbrzmiewa na ulicach i nigdy się nie kończy,
– o małej tęczy, którą da się schować do torebki i podarować komuś jako urodzinowy prezent…
Ale zanim to wszystko się ziści…
Autorka ta nasza biedulka <kizi mizi>, <współczucie>…
Nasza autorka kładzie się na fotelu u ortodontki i nawiązuje z nią jakże toksyczną relację! Relację A FUJ!
Przyjrzyjmy się tej relacji bliżej.
Oto dialog:
Autorka (z otwartą szczęką i już z nadmiarem śliny, cicho): Ała…
Ortodonka (ze skruchą i współczuciem w głosie): Przepraszam…
A: (jeszcze więcej śliny): Ała…
O (więcej skruchy i współczucia): Przepraszam…
A (jeszcze więcej śliny): Ałłaa…
O (jeszcze więcej skruchy): Przeeepraszam…
I tak to bywa nasz drogi Subskrybencie, kimkolwiek jesteś, cokolwiek robisz! Ba! Gdziekolwiek jesteś!
Tak to już bywa z A FUJ relacjami: są wszędzie i każdy ją ma. Pytanie tylko czy ty ranisz czy to ty przepraszasz?
Ale jak już wymieniasz się w tej relacji rolami (Tak! Tak! Nasza autorka obśliła w końcu palce swojej ortodontki i Tak! Tak! przeprosiła ją) to SI…
Gdzie jesteś nasz Subskrybencie?

